5 błędów, które popełniają początkujący inwestorzy – i jak ich uniknąć

10 minut czytania

Dalbar, amerykańska firma badawcza, co roku publikuje raport QAIB (Quantitative Analysis of Investor Behavior). Od 30 lat wyniki są konsekwentnie te same: przeciętny inwestor indywidualny osiąga zwroty o 3-4 punkty procentowe rocznie gorsze niż fundusze, w które inwestuje. Nie dlatego że kupuje złe fundusze – dlatego że kupuje i sprzedaje w złym momencie. Luka między zwrotem funduszu a zwrotem inwestora wynika niemal wyłącznie z błędów behawioralnych: wchodzenia po wzrostach, wychodzenia w panice i przeskakiwania między aktywami za każdym razem, gdy media ogłaszają nowy „must-have”. Ten artykuł opisuje pięć najczęstszych z tych błędów – z danymi zamiast ogólników.


Błąd 1 – Inwestowanie bez poduszki finansowej i bez określonego horyzontu

Zaczniemy od błędu, który nie jest stricte błędem inwestycyjnym, ale go powoduje: inwestowanie pieniędzy, które możesz potrzebować w krótkim terminie.

Mechanizm jest następujący: inwestor kupuje ETF za 20 000 zł. Sześć miesięcy później awaria auta, remont albo nagły rachunek – potrzebuje 8 000 zł. Portfel jest akurat o 15% w dole z powodu korekty rynkowej. Inwestor sprzedaje część pozycji ze stratą, bo nie ma innego wyjścia. Sprzedałby się przy zysku albo po prostu poczekał – gdyby miał poduszkę finansową pokrywającą nagłe wydatki.

Rynki akcji zdolne są do 30-50-procentowych spadków w czasie recesji. Jeśli w tym momencie potrzebujesz pieniędzy, realizujesz stratę i wypadasz z rynku tuż przed odbudową. Historycznie każdy krach kończył się odbudowaniem – ale tylko dla tych, którzy mogli czekać.

Praktyczna zasada: inwestuj wyłącznie nadwyżki ponad rezerwą operacyjną pokrywającą 3-6 miesięcy kosztów życia i ponad planowanymi wydatkami najbliższego roku. Pieniądze na urlop za 8 miesięcy, remont za rok albo zakup samochodu za dwa lata – to nie jest kapitał inwestycyjny w akcjach. Lokaty, konta oszczędnościowe, obligacje krótkoterminowe – tak. Portfel akcji i ETF – tylko dla pieniędzy z horyzontem minimum 5 lat.


Błąd 2 – Mylenie inwestowania ze spekulacją i „graniem na giełdzie”

Media finansowe zarabiają na uwadze, nie na twoich zwrotach. „Akcje tego sektora mogą wzrosnąć o 40%” przyciąga więcej czytelników niż „kup tani ETF na indeks i czekaj 20 lat”. W efekcie każdy zaczyna szukać „gorących” spółek, walut kryptograficznych z potencjałem „10x” i trendów, które „właśnie się budzą”.

Brad Barber i Terrance Odean z UC Davis przebadali wyniki 66 000 rachunków maklerskich w latach 1991-1996. Inwestorzy, którzy handlowali najczęściej, osiągali rocznie o 6,5 punktu procentowego mniejszy zwrot niż ci, którzy handlowali najrzadziej. Nie dlatego że wybierali gorsze spółki – dlatego że płacili prowizje i stale wchodzili i wychodzili z pozycji w złym momencie.

Spekulacja – próba zarobienia na krótkoterminowych wahaniach cen – jest odrębnym zajęciem od inwestowania. Może się udać, ale wymaga czasu, wiedzy, zimnej krwi i tolerancji na straty, jakiej większość inwestorów nie posiada. Inwestowanie długoterminowe w zdywersyfikowany portfel to coś zupełnie innego – i historycznie bardziej efektywne dla osób, które nie poświęcają temu zajęciu zawodowo.

Zanim kupisz cokolwiek: zapytaj siebie, na jakiej podstawie myślisz, że cena tego aktywa wzrośnie. Jeśli odpowiedź brzmi „ktoś mi polecił”, „widziałem na YouTube” lub „wszystkie wskaźniki mówią że czas” – to sygnał ostrzegawczy.


Błąd 3 – Skoncentrowany portfel zamiast dywersyfikacji

Dywersyfikacja jest jedynym „darmowym lunchem” w inwestowaniu – zmniejsza ryzyko bez proporcjonalnego zmniejszenia oczekiwanego zwrotu. Mimo to początkujący inwestorzy regularnie ignorują tę zasadę, lokując wszystko w jednej spółce, jednej branży lub jednym kraju.

W Polsce do tego dochodzi znane w behawioralnej finansach zjawisko „home bias” – inwestorzy nadreprezentują w portfelu aktywa z własnego kraju, mimo że Polska GPW stanowi ułamek procenta globalnego rynku kapitałowego. Inwestor trzymający wyłącznie polskie akcje ma de facto portfel skoncentrowany na jednej, relatywnie małej giełdzie, zamiast uczestniczyć w globalnym wzroście gospodarczym.

Prawdziwa dywersyfikacja oznacza rozłożenie kapitału na wiele spółek (nie 3-5, lecz setki), wiele sektorów, wiele krajów i wiele klas aktywów (akcje, obligacje, ewentualnie inne). ETF na MSCI World w jednym funduszu daje ekspozycję na ponad 1 400 spółek z 23 krajów. Jeden ETF, automatyczna dywersyfikacja.

Ważna uwaga dotycząca dywersyfikacji pozornej: posiadanie 10 funduszy inwestycyjnych, które wszystkie inwestują w dużych europejskich spółkach, nie jest dywersyfikacją – to ta sama ekspozycja podzielona na wiele etykiet. Sprawdź, w co faktycznie inwestuje każdy fundusz, nie tylko jego nazwę.


Błąd 4 – Emocje: strach i chciwość jako doradcy inwestycyjni

Daniel Kahneman i Amos Tversky w 1979 roku opisali zjawisko „awersji do strat” (loss aversion): straty psychologicznie bolą mniej więcej dwukrotnie bardziej niż zyski tej samej wysokości cieszą. Strata 1 000 zł boli dwa razy mocniej niż 1 000 zł zysku cieszy. To irracjonalne, ale głęboko zakorzenione w ludzkiej psychice.

Konsekwencje dla portfela są dramatyczne. Kiedy rynek spada o 20%, ból straty jest tak intensywny, że inwestor sprzedaje „żeby nie stracić więcej”. Kiedy rynek rośnie przez kolejny rok bez przerwy, chciwość pcha do kupowania „zanim wzrośnie dalej”. Efekt: kupowanie drogo (w euforii) i sprzedawanie tanio (w panice) – dokładnie odwrotnie niż należy.

W 2020 roku, w marcu, po wybuchu pandemii, indeksy globalnie spadły o 30-35%. Inwestorzy, którzy wtedy sprzedali – zrealizowali jedne z największych strat w historii. Ci, którzy siedzieli z zaciśniętymi zębami lub dokupowali – do końca roku byli 70-80% na plusie względem marcowego dołka.

Konkretne zabezpieczenia przed emocjonalnymi decyzjami: automatyczne comiesięczne przelewy na konto inwestycyjne i automatyczne zakupy (dollar cost averaging) – eliminują konieczność decydowania kiedy kupić. Pisemny plan inwestycyjny z opisaną strategią i horyzonte – coś, do czego można wrócić w momencie paniki. Zasada „śpij z tym 48 godzin” przy każdej decyzji o sprzedaży pod wpływem złych wiadomości.


Błąd 5 – Ignorowanie kosztów i podatków jako „szczegółów”

Koszty inwestowania wyglądają na marginalne. Fundusz z TER 1,5% rocznie zamiast ETF z TER 0,2% to różnica 1,3 punktu procentowego rocznie. To brzmi jak drobnostka. Przez 30 lat, przy inwestycji 100 000 zł, zakładając 6% rocznego wzrostu brutto: portfel z ETF (TER 0,2%) urośnie do ok. 554 000 zł. Portfel z drogim funduszem (TER 1,5%) – do ok. 404 000 zł. Różnica: 150 000 zł – wyłącznie z powodu kosztów zarządzania.

Podatek Belki (19% od zysków kapitałowych) to drugi „ukryty koszt”. Przy każdej sprzedaży z zyskiem 19% trafia do fiskusa. Inwestor, który często obraca portfelem, płaci ten podatek wielokrotnie. Inwestor, który kupuje i trzyma przez dekady, płaci go raz – przy ostatecznej sprzedaży, po dłuższym okresie kumulacji.

IKE i IKZE to polskie konta emerytalne z konkretnymi korzyściami podatkowymi, które są dramatycznie rzadko wykorzystywane. IKE: brak podatku Belki przy wypłacie po 60. roku życia (oszczędność 19% od całego zysku). IKZE: odliczenie wpłat od podstawy podatku w roku wpłaty (bezpośrednia ulga podatkowa), a przy wypłacie po 65. roku życia tylko 10% zryczałtowanego podatku zamiast normalnych 19%. Oba konta mają roczne limity wpłat i można na nich trzymać ETF-y i akcje – nie tylko produkty bankowe.

Prowizje maklerskie, choć dziś często niskie (a przy niektórych brokerach zerowe do określonego limitu), sumują się przy aktywnym handlu. Ktoś, kto co miesiąc kupuje i sprzedaje kilka pozycji, może płacić znacząco więcej niż ktoś, kto robi regularne zakupy ETF i trzyma je latami.


Błąd szósty – jeden artykuł nie wspomina, a warto

Poza pięcioma klasycznymi błędami istnieje błąd, który w Polsce nabiera szczególnego znaczenia: ufanie „ekspertom” z mediów społecznościowych i grupom inwestycyjnym na Facebooku, Discordzie czy TikToku.

Influencerzy inwestycyjni zarabiają na uwadze lub prowizjach za polecenie produktów – nie na twoich zyskach. Ktoś, kto „zawsze wiedział” że dana kryptowaluta wzrośnie, pokazuje ci selektywnie wybrane trafne prognozy i ukrywa nieudane. Zjawisko „pump and dump” – napompowanie ceny poprzez masowe polecenia w grupach, a następnie sprzedaż po wyższej cenie przez organizatorów – jest w Polsce udokumentowane i ścigane przez KNF.

KNF (Komisja Nadzoru Finansowego) prowadzi listy ostrzeżeń publicznych z podmiotami działającymi bez zezwolenia lub w sposób budzący podejrzenia. Przed zainwestowaniem w cokolwiek polecanego przez nieznaną osobę – warto sprawdzić tę listę pod adresem knf.gov.pl.


Artykuł ma charakter edukacyjny i nie stanowi porady inwestycyjnej. Inwestowanie wiąże się z ryzykiem utraty kapitału. Decyzje inwestycyjne warto podejmować po własnej analizie lub konsultacji z licencjonowanym doradcą finansowym.